Zwiedzanie Wenecji to poważna sprawa. Duży wysiłek fizyczny związany z chodzeniem na piechotę po niezliczonych mostach (bilet na tramwaj kosztuje już chyba ponad 7 euro). Tłok przytłacza. A największą tragedią jest skorzystanie z ubikacji.

Łazienek publicznych w Wenecji jest niewiele, są one płatne (już chyba ponad euro). Wszystkie bary są prawnie zobowiązane do udostępniania wc klientom, teoretycznie. Praktycznie mogą powiedzieć na przykład, że łazienka jest chwilowo nieczynna albo że właśnie sprzątają. Często się do takiego „fortelu” uciekają. Dlatego też ostatnio zmieniłam taktykę: najpierw siusiu, potem kawa. Ewentualnie zdążę się wycofać.

Rywalizacja między Wenecją a Padwą toczy się od wieków. Wenecja to miasto bogatych kupców, Padwa to jednocześnie miasto uniwersytetu, świętego Antoniego, ale i bezbożnych żaków – żartownisiów. Nie tracą oni okazji, by wyśmiać manię wielkości światłej sąsiadki. Oni to w jesnienią roku 2016 na Placu świętego Marka zaimprowizowali specyficzne scenki: młode osoby, głównie piękne dziewczyny, w długich weneckich płaszczach (tabarro), w wielkich kapeluszach, po spuszczeniu spodni nonszalancko spoczęły na przenośnych „tronach”, w niedwuznacznym geście załatwiania potrzeb fizjologicznych. Twierdzą, że miał to być protest przeciwko nieludzkiemu postępowaniu Wenecjan, którzy nie pozwalają przybyszom nawet na zaspokojenie podstwowych potrzeb. Według mnie, to jeszcze jeden rozdział odwiecznej rywalizacji: każdy chwyt jest dozwolony, by bezkarnie zbezcześcić terytorium przeciwnika.

zdjęcia: Gazzettino di Venezia