Pietro Zinni to dwudziestoośmioletni biochemik, wyspecjalizowany w naukach nad układem nerwowym i w dynamice cząsteczek. Na rzymskim uniwersytecie „La Sapienza” przeprowadził badanie i opracował nowy, ważny algorytm, użyteczny przy preparowaniu nowych cząsteczek. Akcja filmu “Smetto quando voglio” (“Jak zechcę, to przestanę”) rozpoczyna się w sali uniwersyteckiej, gdzie Pietro tłumaczy przed komisją, jak przeprowadził swe badanie i jakie osiągnął rezultaty. To dla niego kwestia życiowa: właśnie ta komisja zadecyduje, czy jego praca będzie nadal finansowana, czy nie. Niestety, mentor Pietra nie może się doczekać, kiedy nadciągnie koniec tego przydługawego wykładu, więc „sabotuje” rzutnik i uniemożliwia dokończenie. Na wyrzuty podopiecznego odpowiada, by się nie przejmował: to wcale nie żadna komisja decyduje o tym, kto przejdzie, ale „obramowanie polityczne”. On sam już skontaktował się, z kim trzeba, więc Pietro ma dofinansowanie w kieszeni. Z czysto śródziemnomorską rezygnacją Pietro wraca do domu, gdzie czeka na niego narzeczona i czwórka uczniów oczekujących na korepetycje. Trzy dziewczyny palą trawę; chłopak śpi w łóżku. Pietro go sztorcuje: „Maurizio, powiedziałem ci, że zanim się tu położysz, masz chociaż ściągnąć dżinsy!”. Po drodze odkrywamy, że uczniowe od dawna już nie płacą za korepetycje, podczas gdy młody naukowiec w swym domu zalega z opłatą za windę.

Następnego dnia Pietro otrzymuje fatalną wiadomość: jego praca nie będzie sfinansowana. Profesor pokłócił się z politykiem z przyczyn niejasnych a komisja… komisja, jak wytłumaczy profesor: „To twoje badanie jest dla nich za trudne, oni nic nie zrozumieli! Ja sam z niego nic nie zrozumiałem!!!”. W tym momencie wszystko saje się jasne: nie będzie nowej umowy o pracę. Pietro uderza w płacz: „Panie profesorze! Ja ich potrzebuję, tych pięćset euro na miesiąc!”

Zdruzgotany młodzieniec nie ma odwagi wyznać swej kobiecie, że jest bez pracy. Na poczekaniu wymyśla kłamstwo: mówi, że podpisał z uniwersytetem umowę stałą na 1800 euro miesięcznie. Giulia nie posiada się ze szczęścia. Kupuje zmywarkę i zachodzi w ciążę. A Pietro idzie się skonsultować z kolegami, dwoma łacinnikami pracującymi na stacji benzynowej u pewnego Cejlończyka. Podczas gdy oddają się rozmowie trochę po włosku, trochę po łacinie, na stację nadjeżdża wypasiona fura i tankuje benzyny za 205 euro. Pietro rozpoznaje kierowcę: to jego uczeń Maurizio, ten sam Maurizio, który zalega z zapłatą na ponad 500 euro, wyjadł Giulii resztki makaronu i twierdzi, że jest sierotą, bo jego rodzice zginęli w katastrofie lotniczej. Pietro łapie za rower i zaczyna gonić go po mieście, aż do pewnej dyskoteki. Chłopak jest wyraźnie szczęśliwy u boku wystrzałowej blondynki, sączy napój, daje się napić Pietrowi, który buzi się po jakimś czasie na podłodze w dyskotekowym klozecie. „Czegoś ty mi dał!? Czy ty wiesz, że mogłeś mnie zabić!?” – pyta Pietro Maurizia. „Jakie zabić, profesorze? To najlepszy z istniejących dopalaczy. Dwie pastylki, po pięćdziesiąt euro każda!”. Pietro to neurobiolog i zna się na sprawie. „Pięćdziesiąt euro pastylka… a co to za spekulacja? Ja ci taką pastylkę za dwa euro spreparuję!!!”.

I tu przychodzi olśnienie. Szansa na pracę! I to legalną! We Włoszech są dozwolone wszystkie te substancje, które nie są wymienione na liście substancji zabronionych Ministerstwa Zdrowia. Czyli nie ma przeciwwskazań, by produkować jakąkolwiek cząsteczkę nowo spreparowaną. Jesteśmy najlepsi, myśli Pietro, jesteśmy naukowcami. Potrafimy tylko przeprowadzać prace badawcze, ale to przynajmniej mamy opanowane do perfekcji. Zaczyna kompletować bandę. Wejdą w jej skład dwaj łacinnicy, Giorio i Mattia i pokaźnych rozmiarów chemik Alberto, niegdyś pracownik uniwersytetu, dzisiaj pomocnik kucharza w chińskiej restauracji (jemu również nie sfinansowano badania). I Andrea, antropolog kulturowy, zdolny zmimetyzować się w każdej grupie ludzkiej. I Arturo, archeolog klasyczny: zna Rzym jak nikt inny a poza tym dysponuje furgonem, który może poruszać się po mieście bez żadnych ograniczeń i nie podlega kontroli policji. Brakuje jeszcze tylko ekonomisty, który byłby w stanie opracować businness-plan. Najepszy ekonomista łowi łososie w Norwegii (ale ma szczęście!!!). Pozostaje Bartolomeo, który aktualnie gra w karty z Cyganami-cyrkowcami i jest przekonany, że wygra dzięki znajomości statystyki. Dołączy on do bandy i załatwi pieniądze na rozruch, prosząc o pożyczkę swą narzeczoną – Cygankę. Nikt z całej szajki nie jest w stanie zainwestować nawet pół euro. By ruszyć z interesem, włoscy naukowcy muszą zadłużać się u Cyganów…

Skrupułów moralnych wyzbyliśmy się na uniwersytecie – stwierdzają młodzieńcy i produkcja rusza na całego. Również i dystrybucja rozwija się w szalonym tempie. Jedni na sali dyskotekowej łapią kontakt z potencjalnymi klientami; Bartolomeo inkasuje pieniądze, zaraz za drzwiami ubikacji; jeden z łacinników, zamknięty w toalecie, pod drzwiami podaje klientom prochy. Bo wprawdzie tabletki niby nie są nielegalne, ale brakuje pozwolenia sanepidu na rozprowadzanie substancji do konsumpcji oraz… kasy fiskalnej.

Wieść o odjazdowym dopalaczu szybko roznosi się po mieście, nasi bohaterowie dostają się do kręgów zblazowanej śmietanki towarzyskiej, dystrybucja nie zachodzi już tylko w dyskotekach, lecz przede wszystkim na zamówienie. Są doskonali: mają najbardziej poszukiwany produkt na rynku a poza tym nie są notowani przez prawo; niezauważalni, nieuchwytni. Giulia, która pracuje z eks-narkomanami żali się do Pietra, że w mieście pojawił się nowy dopalacz i co raz więcej osób wraca do nałogu. Innymi słowy, banda robi furorę. I zaczyna deptać po palcach innym gangom, przede wszystkim lokalnemu monopoliście: „er Murena” ma na twarzy bliznę taką samą, jak Murena, którego oglądaliśmy w filmie „Gdzie jest Nemo?”. Jak się później okaże, pseudonim nie inspiruje się na pixartowym rzezimieszku, lecz na pierwszym statku podwodnym włoskiej królewskiej floty. Zanim skosił pieniądze, er Murena był… bezrobotnym inżynierem okrętowym.

Sytuacja zaczyna się komplikować: Giulia odkrywa prawdę i wyrzuca Pietra z domu; er Murena porywa Giulię żądając okupu w formie 10 kg pastylek; Alberto, który tymczasem popadł w nałóg, rozbija się samochodem i trafia na policję (ma przy sobie pół kilo pastylek). „Ach, to ty jesteś z bandy naukowców?” – pyta komisarz, a gdy Alberto wybałusza oczy, ciągnie: „A co wy myślicie, że będziecie tak tu sobie swobodnie grasować i nikt was nie zauważy?”

Priorytetem jest uwolnienie Giulii. Ale jak preparować dziesięć kilo pastylek w dwa dni? Brakuje wielkej ilości czynnika, który znajduje się w wielu aptekarskich produktach. Co by tu zrobić? Obrabować aptekę!!! Ale do tego potrzebna jakaś broń. Na szczęście na wydziale archeologii właśnie skończono katalogowanie spluw z epoki napoleońskiej (wyglądają tak, jak fuzja Rumcajsa). Szajka wpada do apteki w kominiarkach, dzierżąc w ręku taki właśnie sprzęt, z którego powisają muzealne etykiety. Przerażony młody aptekarz zaczyna przyglądać się nochalowi Pietra, dobrze widocznemu nad kominiarką. „Panie profesorze, to pan? Właśnie zdałem u pana egzamin. Ja tak sobie myślałem, że to jakieś jaja, a nie żaden napad!!!”. Łacinnikowi puszczją nerwy. Strzela i trafia chłopaka w ramię. Wybucha kolejna niekończąca się dyskusja (po części po łacinie) nad tym, co teraz. W końcu pakują rannego aptekarza do furgonu wydziału archeologii i zbiegają z zmiejsca wypadku, zastanawiając się, jakiego środka użyć, by wykasować chłopakowi pamięć krótką.

Na następny dzień przewidziana jest wymiana (Giulia za pastylki). Są dwa problemy. Po pierwsze, dopalacz nie działa, bo brakuje w nim poszukiwanej w aptece substancji. Po drugie, er Murena jest niebezpieczny. Nasza banda, przerażona wizją spotkania z nim vis-a-vis, decyduje, że miejscem wymiany będzie cygańskie wesele Bartolomea. Fortel skutkuje, nikt nie odważy się strzelać, by Cyganie nie odkryli obecności intruzów. Zaraz potem Pietro oddaje się w ręce policji, by uwolnić Alberta. Po drodze wkopuje er Murenę, informując agentów, którędy będzie on jechał. Wprawdzie tabletki, które przewozi w samochodzie są trefne, ale za to w bagażniku ma uprowadzonego aptekarza…

Na ostatnich kadrach widzimy Pietra przeprowadzającego wykład z fizyki… w więziennej klasie lekcyjnej. Potem krótkie spotkanie z Giulią i rocznym już synkiem. Giulia się martwi: najprawdopodobniej za kilka miesięcy młody ojciec opuści więzienie za dobre sprawowanie. To tragedia, bo skończy się więzienna pensja za nauczycielstwo i nowo założona rodzina znowu zostanie bez środków do życia. Pietro już to przemyślał i problem rozwiązał: „Nic się nie martw, gadałem z Albańczykami. Zrobimy rozróbę na stołówce, to może nas tu jeszcze roczek przetrzymają”.

Świetnie przemyślany wątek, dużo humoru sytuacyjnego a przede wszystkim jasno przedstawiona rzymska mentalność: ne brać niczego do końca na serio. W najbardziej nawet dramatycznych okolicznościach można urządzić sobie majówkę. Gdy obejrzałam „Jak zechcę, to przestanę”, raz jeszcze pomyślałam, że żyję w kraju geniuszów.

„Smetto quando voglio” (2014).

Reżyser: Sydney Sibilia.

W rolach głównych: Edoardo Leo, Valeria Solarino, Valerio Aprea,

Paolo Calabresi, Libero De Rienyo, Stefano Fresi, Lorenzo Lavia, Pietro Sermonti.