Ostatnio ktoś spytał: jak mieszka się we Włoszech?

Jaka jest zasadnicza różnica między życiem we Włoszech a życiem w Polsce?

Jak to ująć w największym skrócie?

Może tak: we Włoszech twoje życie sprowadza się do czekania.

Czekasz, aż klient, który stoi przed tobą pogada z kasjerką i przyjdzie twoja kolej.

Czekasz, aż osoba, która zablokowała twój samochód dopije w barze kawę, by potem cię uwolnić.

Gdy potrzebny ci jakiś papier, a w biurze powiedzą ci, że urzędnik zajmujący się takimi papierami jest na urlopie, to idziesz do domu i czekasz, aż wróci z wakacji.

Czekasz, aż informatyk ożeni się, przeprowadzi, obuzi i zajmie twoim blogiem.

Czekasz, aż twoje dziecko namyśli się, zanim rzuci kostką, bo dzieci się nie pogania, zwłaszcza, kiedy się bawią lub grają.

Czekasz, aż mąż dorośnie do decyzji, by zostawić córki w domu i gdzieś się z tobą wybrać.

Czekasz w nieskończoność, aż dzieci skończą swą edukację i się usamodzielnią.

We Włoszech żyje się tak, jakby czas nie upływał.

Jak masz trzydzieści lat, jesteś podlotkiem, jak czterdzieści, wychodzisz z okresu dojrzewania, jak czterdzieści pięć, nagle się dowiadujesz, że jest już za późno.

We Włoszech da się przeżyć. Wystarczy tylko pogodzić się z myślą, że twoja rola w społeczeństwie sprowadza się do czekania, aż będzie za późno.

No i nie ukrywajmy dobrej strony medalu: jak ty czekasz na innych, tak oni czekają na ciebie.