Mieć w ręce parzący kartofel” (avere una patata bollente in mano) to we Włoszech tyle, co borykać się z problemem trudnym do rozwiązania. Przenośnia jest dosyć obrazowa: kartofel parzy w rękę i powoduje ból, ale lepiej go nie upuścić, by go nie zmarnować i nie być zmuszonym do nadplanowego sprzątania.

„Parzący kartofel” – tak dziennik „Libero” zatytułował artykuł dotyczący aktualnej burmistrzyni Rzymu, Virginii Raggi. Piastująca swój urząd od czerwca ubiegłego roku Raggi wywodzi się z Ruchu Pięciu Gwiazdek, nowego ugrupowania założonego przez komika Peppe Grillo. Ostatnie wybory do zarządu miasta Rzymu przebiegały w specyficznej atmosferze. Partie centrolewicowe i centroprawicowe, które dotychczas administrowały miastem, były doprawdy skompromitowane. Dług miasta opiewał na miliardy euro, w miejskich przedsiębiorstwach po części sprywatyzowanych (jak transporty ATAC) kwitła przerażająca korupcja – to tylko główne problemy metropolii. Ruch Pięciu Gwiazdek przedstawiał się jako „antypolityka” a gdy jego notowania u wyborców zaczęły rosnąć, to zaczął się żalić, że w mieście zawiązał się spisek, by dać mu wygrać. I do tego faktycznie doszło.

Od tamtej pory poczynania Virginii Raggi nie schodzą z pierwszych stron gazet. Raz, by pogadać z dyrektorem, pani burmistrz wychodzi na dach ratusza, bo obawia się podsłuchu; raz dziwi się bardzo, że ktoś podarował jej polisy ubezpieczeniowe po kilka tysięcy euro (ten ktoś to dwaj bracia, którzy otrzymali wysokie stanowiska w urzędzie miejskim). Raz po raz okazuje się, że najbliżsi współpracownicy burmistrzyni znajdują się w sytuacji palącego konfliktu interesów. W państwie, gdzie panuje wolność słowa, gazeta „Libero” miałaby więc wszystkie przesłanki po temu, by nazwać piękną Virginię „patata bollente”. Rzecz polega na tym, że w języku włoskim rzeczownik „patata” ma kilka znaczeń, między innymi także… żeńskie narządy rodne. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak w tym świetle zmienia się sens użytego przez prasę wyrażenia.

I oto przed państwem, w historii Włoch kolejna tragedia niepoważna. Od trzech dni wszystkie dzienniki telewizyjne zajmują się głównie interpretacją słowa: „patata”. Gazeta „Libero” ma być podana do sądu o zniesławienie i szowinizm. Grillo, który nagminnie obraża kobiety z innych ugrupowań politycznych (uważa, że jako komik może to robić), tym razem wyłazi ze skóry. Specjalista od mowy nonsensownej i medialna gwiazda Vittorio Sgarbi rozwodzi się przed telewizyjnymi kamerami o ukrytych zaletach ciepłych ziemniaków.

Nie chciałabym, żeby ktoś pomyślał, że nie solidaryzuję z obrażoną kobietą. Chodzi mi o coś innego.

Już się nie spodziewam, że jakiś Zbawiciel przyjdzie na naszą włoską ziemię i powie, co mamy robić, żeby było dobrze.

I powoli tracę nadzieję, że grupka rozsądnych ludzi weźmie Italię w swe ręce i wyprowadzi kraj na prostą.

Na dzień dzisiejszy wystarczyłoby mi, gdyby płaceni z naszych podatków politycy z dziennikarzami przestali dyskutować o tym, który kartofel gorący, a który nie.