“Czy ten autobus jedzie na Plac Świętego Marka?” – wypalił neapolitańczyk w garniturze, lakierkach i pod krawatem. Ludzie gruchnęli śmiechem. Autobus na Placu Świętego Marka – na taki pomysł może wpaść w Wenecji tylko neapolitańczyk. I to w garniturze.

Jechaliśmy przez Most Wolności, który łączy weneckie wyspy z lądową częścią miasta, Mestre. Ma on około czterech kilometrów długości i przebiega nad laguną, której średnia głębokość wynosi 1,5 metra. Powstał stosunkowo niedawno (w połowie dziewiętnastego wieku), za czasów Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Wcześniej do miasta można było dotrzeć tylko łodziami. Most Wolności to ostatni odcinek drogi, jaki można przebyć na kołach, samochodem czy pociągiem. Tam już tylko parking, dworzec i zaczyna się inny świat, w którym nie na nawet rowerów, a wózki dziecięce to głównie modele z „Decathlonu” dostosowane do górskiej wspinaczki. To ze względu na mosty.

Prawie do ośmiu wieków wstecz w Wenecji nie było mostów, przemieszczano się tylko na łódkach lub po ruchomych kładkach. Widać to jeszcze w dzisiejszej architekturze. Zwróćcie uwagę, że prawie wszystkie mosty w Wenecji (zwłaszcza te mniejsze) nie znajdują się w linii prostej z ulicami, lecz pod kątem, a to właśnie dlatego, że powstały wtedy, gdy ulice już istniały. Należało je dostosować do istniejących zabudowań. Dziś mieszkańcy miasta łatwo mogą się zaopatrzyć w łódkę, kosztuje mniej od samochodu, ale wielkim problemem jest znalezienie miejsca na parking! Takie miejsca są prywatne, certyfikowane w miejskim rejestrze. Żadnego parkowania w drugim rzędzie!

wenecka karetka pogotowia

W Wenecji do pracy, szkoły czy na wycieczkę płynie się tramwajem wodnym. Jest on kosztowny dla turystów, przystępniejszy cenowo dla mieszkańców miasta i Powiatu Wenecja. Mogą oni pływać za niższą cenę, ale tylko po zakupieniu odpowiedniej legitymacji. W wodach laguny lepiej się nie kąpać (choć widziałam i takich, co się odważyli). Amerykański artysta Mark Dion w roku 1997 przedstawił na Biennale Sztuki specyficzne dzieło, składające się z tego, co udało mu się wyłowić w dziesięciu metrach sześciennych lagunowego mułu. Były tam setki odłamków ceramiki, żarówki, butelki bez listu, zatopione lalki a nawet gumowe opony, pralki i piece kapitana Nemo. Nasi dziadkowie kąpali się niegdyś w lagunie, najprawdopodobniej nie dlatego, że była ona czystsza, lecz dlatego, że inne były wówczas standardy zachowania higieny.

przystanek tramwaju wodnego

Jeśli więc będziecie mieli ochotę na plażowanie, to popłyńcie raczej tramwajem na wyspę Lido: oddziela ona lagunę od otwartego morza, jest wąska i dysponuje autobusami do transportu miejskiego. Po krótkiej podróży otworzą się przed wami przejrzyste wody Adriatyku! Gdy będziecie przepływać przez lagunę, na pewno rzucą się wam w oczy bricole (czyt. brikole z akcentem na „i”) pale wystające ponad poziom wody, ustawione w szeregu. Jak już pisaliśmy, laguna nie jest głęboka i większe statki osiadłyby na mieliźnie, gdyby nie przepływały wzdłuż podwodnych kanałów (odpowiadają one w większości korytom dawnych rzek, gdy dzisiejsza laguna była niziną). Bricole to swego rodzaju drogowskazy, które oznaczają, którędy płynąć. Pozornie chaotyczny ruch opiera się na żelaznych zasadach. Na skrzyżowaniach umieszczone są lustra, by móc sprawdzić, czy z mało widocznych kanałów nie nadpływają łódki lub motorówki. Na Canal Grande dozwolona jest prędkość do pięciu kilometrów na godzinę, na szerszym Canale della Giudecca – 11 km/h.

wenecki warsztat mechaniczny

W Wenecji dostawy do sklepów odbywają się na łodziach. Karetka pogotowia, straż pożarna i taksówka to motorówki. Podobnie i usługi pogrzebowe. W dzisiejszych czasach te środki transportu najczęściej są zmechanizowane, ale dużo jest i łódek na wiosła: dysponują nimi hotele, prywatne osoby i rodziny. Niegdyś istniało wiele typów łódek, stosownie do potrzeb: caorlina (czyt. kaorlina) do transportów, gondola (akcent na pierwsze „o”) do przewozu osób, sandalo (akcent na pierwsze „a”) i mascareta (czyt. maskareta) na połów. Wszystkie one mają specyficzną konstrukcję, dostosowaną do lokalnych warunków. Są małe, by mogły się zmieścić w niewielkich bocznych kanałach. Mają płaskie dno, bo wody laguny nie są bynajmniej głębokie. Przede wszystkim, może nimi kierować tylko jeden wioślarz, zaopatrzony w jedno wiosło, umieszczone po jednej stronie burty. To naprawdę ewenement. Zaproponujcie jakiemukolwiek wioślarzowi na świecie, by popłynął tak swoją łodzią, a zakręci się w kółko. Tylko osoby specjalnie wyszkolone w tzw. voga alla veneziana, mogą w ten sposób posuwać się do przodu, do tyłu, po przekątnej, zakręcać pod kątem prostym i hamować, amortyzując przy tym ruchy fal. Mogą tego dokonać tylko na specjalnych łodziach o asymetrycznym środku ciężkości (lewa część łodzi weneckich jest większa niż prawa). Kolejna tajemnica sztuki to forcola (czyt. forkola, akcent na pierwsze „o”) czyli drewniana ruchoma część, na której opiera się wiosło, bez bezpośredniego kontaktu z burtą. Dzięki temu wiosło jest poręczniejsze a manewry o wiele łatwiejsze!

Giorgia Boscolo mówi: „Żeby kierować gondolą, nie jest potrzebna ani specjalna siła, ani trening. Tylko pasja”. Dużo optymizmu w głosie tej kobiety, i nie bez przyczyny: dwadzieścia cztery lata, dwójka dzieci i pierwsza na świecie licencja gondolerki. Jest z czym startować w życie! Środowisko gondolerów jest tradycyjnie i zdecydowanie męskie. Giorgia nie była pierwszą, która postanowiła przełamać tabu. Przed nią Niemka Alexandra Hai kilkakrotnie bezskutecznie przystępowała do egzaminu. Ostatecznie oskarżyła Związek Gondolerów do Ministerstwa Równouprawnienia o dyskryminację, ale i poddała się: dzisiaj nie pracuje jako licencjonowana gondolerka dla szerokiego grona turystów, lecz dla prywatnych hoteli. Giorgia Boscolo otrzymała swą licencję w roku 2009. Jak przyjęli nowość koledzy – gondolerzy? „Przynajmniej pochodzi z Wenecji” – burknęli pod nosem. Ma także innego asa w rękawie, o którym się nie mówi: gondolerem jest jej ojciec. Może więc Alexandra Hai tak mocno się nie myliła…

Gdy piękna płeć wkroczyła na scenę, Związek Gondolerów wykorzystał okazję, by ugładzić swoich członków. Bardzo gorąco poradził im, żeby przestali się wydzierać podczas pracy, by się grzecznie uśmiechali i by nauczyli się przynajmniej stu słów w najważniejszych językach.

wenecki tramwaj wodny

Niegdyś niektórzy mieszkańcy Wenecji posiadali prywatne gondole, dzisiaj już nie. Właścicielką ostatniej była amerykańska mecenaska sztuki Peggy Guggenheim, która spędziła w mieście na wodzie ostatnie lata swego życia. W każde popołudnie wypływała na przejażdżkę w towarzystwie swego psa Lhasa. Nic nie mówiąc, wskazywała wioślarzowi ręką, w którym kierunku miał płynąć. Znała każdy najmniejszy kanał. Zatrudniła jako gondolera miejskiego grabarza, bo to on zaproponował jej najniższą stawkę. Nic jej nie obchodziło, że zamiast serenad śpiewał jej pieśni pogrzebowe czy w śpiączce etylowej o mało nie wpadł do wody. Peggy słynęła z nadzwyczajnej oszczędności; może dzięki temu zakupiła tak dużą ilość dzieł sztuki…

Gdy będziecie w Wenecji, z gondolami uważajcie: kiedy pytacie o cenę, dowiedzcie się, czy przypadkiem nie odnosi się ona do osoby. Tak czy inaczej, to atrakcja dla ludzi bogatych. Ważnym środkiem lokomocji dla Wenecjan jest traghetto (czyt. tragetto) – łódka, która zapewnia przewozy z jednego brzegu Canal Grande na drugi w miejscach, gdzie nie ma mostów. Wiele jest postojów traghetto i są one dobrze oznakowane, mimo to korzystają z nich głównie wenecjanie, rzadko turyści (może nie są wystarczająco zorientowani).

Weneckie „stare miasto” jest podzielone właśnie przez Canal Grande (czyt, Kanal Grande, „Wielki Kanał”) na którym są tylko cztery mosty; przy Piazzale Roma znajduje się niedawno wybudowany most słynnego hiszpańskiego architekta i rzeźbiarza Calatrava; drugi to Ponte degli Scalzi przy dworcu kolejowym; najważniejszy to Rialto, dusza Wenecji, a ostatni to Ponte dell’Accademia, gdzie Accademia to ważna galeria malarstwa.

Wbrew pozorom, Wenecja nie jest wcale taka mała, więc przed zwiedzaniem radzę smarować buty! Dobrze schodzić ją na piechotę, a jeszcze lepiej się zgubić: to świetny sposób, by odkryć wiele malowniczych zakątków! Tak czy inaczej, zawsze się dotrze albo do Canal Grande, albo do wód laguny, a stamtąd już droga prosta…