Natura dąży do doskonałości, pisał Arystoteles. Myślałam o nim, gdy brałam do ręki mały i ostry ząb rekina. Pokryty jasnym szkliwem, błyszczał w słońcu. Wyglądał tak, jakby jego właściciel zgubił go wczoraj, a nie pięćdziesiąt milionów lat temu.

Bolca, mała miejscowości między powiatami Verona i Vicenza (przedgórze alpejskie) to doprawdy szczególne miejsce. Na wykopalisku położonym na wysokości ponad sześciuset metrów nad poziomem morza znajdujemy skamieniałe morskie stworzonka z epoki eocenu. Ziemie te miały nadzwyczaj burzliwą historię, sięgającą właśnie pięćśdziesięciu milionów lat temu, gdy rozciągała się tutaj tropikalna laguna. Wpływały do niej z morza wszelkiego typu zwierzątka. Na skutek parowania woda stawał się co raz bardziej słona, co raz bogatsza w substancję organiczną i powodowała duszenie żyjątek. Opadały one na dno, były stopniowo przykrywane wapiennym piaskiem. Tak było co rok, przez kilka milionów lat. Kolejne ruchy tektoniczne wypiętrzających się gór oraz wybuchy wulkanów wykatapultowały dno morskie na duże wysokości (warstwy wapienne leżą na twardych górskich skałach).

Bolca to szczególne miejsce. Pokazuje, jakie bogactwo życia istniało w owej epoce. Setki gatunków pięknych tropikalnych ryb, rośliny morskie i lądowe, a nawet prehistoryczny krokodyl, to doprawdy zadziwiające eksponaty. Życie w lagunie toczyło się dziesięć milionów lat po wyginięciu dinozaurów, które najwyraźniej nie były na tyle rozwinięte, by przetrwać. Myślę o tym, gdy obserwuję inne gady – traszki. Moja zafascynowana przyrodą rodzina przytargała je do domu i każe mi je znosić. Mam z tym pewne problemy: niewygodni goście pomału wyżerają moje osobiste ogrodowe dżdżownice bo, jak twierdzi mój mąż – botanik, traszki trzeba karmić czymś, co się porusza, w przeciwnym razie nie rozpoznają, że to jedzenie. Co więcej, samiec jest wciąż wkurzony, nastroszony, gotowy do ataku. Traszki to zwierzęta o małym mózgu i dużej agresji, w czasie głodu są w stanie pożreć własne dzieci a ja codziennie zastanawiam się, czemu jeszcze nie wyginęły.

Wymarły dinozaury, kolosalne zbóje, walczące o przetrwanie za pomocą kłów i pazurów a… kto przetrwał? Małe, niepozorne i bezbronne ssaki. Różniły się od gadów przede wszystkim tym, że miały pewien poziom inteligencji i uczuć. Ssaki nie pożerały swych dzieci, lecz się nimi opiekowały. Hominidzi stali się ludźmi w momencie, gdy zaczęli grzebać i czcić swoich zmarłych. Nadeszło chrześcijaństwo, nastała demokracja. Nie jesteśmy naiwni, wiemy, że daleko tym „ustrojom” do doskonałości. Lecz pomyślmy o tym, co było wcześniej: ryczące i rozrywające się wzajemnie na strzępy gady.

Natura dąży do doskonałości, pisał Arystoteles. Droga to długa, pełna zasadzek, katastrofalnych upadków i w tył zwrotów, a jednak powoli i konsekwetnie prowadzi w jasnym celu.

Kto za tym stoi?