Najpierw trzęsienie ziemi, potem śnieg, a na koniec susza – co jeszcze mogło się przytrafić rolnikom z Umbrii, Abruzji, Marche?

Federico czeka na nas przed swoim domem. Przedstawia nas Fabrizio: „A ten tutaj to botanik” – wskazuje na Leonarda – „On ci powie co tu sadzić”. Leonardo spogląda fachowym okiem i pyta: „A ten świerk tutaj, to po co wam? Zupełnie nie pasuje, nie z tej strefy klimatycznej”. „A, to ja go zaraz wytnę” – godzi się natychmiast Federico. Subtelna ironia i autoironia, to co u Włochów kocham najbardziej.

Federico zaczyna opowiadać: „Nasz dom w sieprniu ubiegłego roku został poważnie uszkodzony przez trzęsienie ziemi. Na zewnątrz tego nie widać, ale nie nadaje się do użytku. Dach grozi zawaleniem. Po pierwszych wstrząsach, najpierw przez kilka dni spaliśmy w samochodzie, potem Obrona Cywilna zaopatrzyła nas w namiot. Fajny był, wygodny. Piętnastego października wróciłem z polowania, a… namiotu nie było. Kto nam ukradł dom? – spytałem żony. Obrona Cywilna stwierdziła, że na namiot już za zimno, więc go rozmontowała i wywiozła… zostaliśmy bez dachu nad głową. Kilka dni później podarowano nam przyczepę kempingową. W niej spędziliśmy największe mrozy. Zimą spadło dziesięć centymetrów śniegu. Wprawdzie prefabrykowane domki były już gotowe do montażu, ale klimat nie pozwalał na pracę.”

Do nowego „domu” Federico z żoną i synem sprowadzili się dopiero w marcu. Prefabrykaty nie są złej jakości, mieszka się w nich wygodnie, a przede wszystkim są bezpieczne: w razie nowych wstrząsów, nic nie spadnie nikomu na głowę. W mieszkaniach jest salon z kuchnią, dwa pokoje, łazienka, ogrzewanie i klimatyzacja, łącznie sześćdziesiąt metrów kwadratowych. Rodzina będzie musiała się zadowolić tym lokum jeszcze przez dłuższy czas. Nikt dotychczas jasno nie powiedział, jakie prace należy przeprowadzić w murowanym domu, by móc do niego wrócić. „Technicy byli, popatrzyli i pojechali” – opowiada Federico – „A my czekamy na lepsze czasy”.

Taka jest na dzień dzisiejszy sytuacja rolników zajmujących się hodowlą na ziemiach dotkniętych ubiegłorocznym kataklizmem. Nigdy nie opuścili swoich gospodarstw, by nie zostawić swych zwierząt. Również i one znalazły schronienie w namiotach dostarczonych przez państwo. I życie toczy się jak zwykle: oprząd, udój, narodziny jagniąt i sery, takie same jak te, o których pisał Wirgiliusz… dwa tysiące lat temu.