Kończmy ustawianie krzeseł, montowanie nagłośnień, nakrywanie obrusami stołów prelekcyjnych. Otwieramy sale, wygłaszamy mowy inauguracyjne, i do dzieła. W Mirze rusza druga edycja festiwalu „Si può fare”, poświęconego tematykom ekonomii społecznej. Trzy sale konferencyjne, sala zdrowia, księgarnia, wystawy, muzyka, teatr, kącik dla dzieci, biopizza, wegetariańskie hamburgery, szwarcmydło i powidło. Willa Lwów zaczyna pękać w szwach.

Kolejne trzy dni upłyną nam na zapobieganiu katastrofie.

W ostatniej chwili trzeba zmieniać program konferencji, bo grupa Opzione Zero poprztykała się z grupą Legambiente i pan A nie może spokojnie usiąść koło pana B.

Jogin, od lat głoszący jak ważna jest pokora, wyszedł z siebie, bo na jego lekcję przyszło zaledwie pięć osób, z czego cztery przypadkowe.

Artysta jest w amoku bo zostawił w toalecie dzieło sztuki i trzeba je odzyskać, zanim ktoś je zbezcześci.

Prezes Stowarzyszenia Kombatantów najpierw przygotował wystawę, a potem wyrzucił z niej ludzi bo on tu ma takie cenne rzeczy i co będą mu się pętać.

A pośrodku my, organizatorzy. Chcieliście rower? To pedałujcie!!!

Nasza rola nie polega tylko na mediowaniu, uspokajaniu, rozładowywaniu sytuacji. Nie można sobie przecież pozwolić na wszczynanie jakichkolwiek dyskusji, nie w tych okolicznościach!

Pierwsze nasze zadanie to zaspokajanie potrzeb. Raz po raz ktoś staje przed tobą i rozpoczyna przemównienie. Czy zdaje sobie sprawę z tego, że nie masz pojęcia, o czym mówi? Gdy masz dość słuchania, pytasz obcesowo: „No to czego potrzebujesz?” „Stołka”. „Mikrofonu”. „Wtyczki”. „Kartki i długopisu”. Jakby to było fajnie, gdyby ludzie wyrażali się w sposób syntetyczny. I gdyby nasi goście z Krajowego Okrągłego Stołu Sieci Ekonomii Społecznej zrozumieli sytuację i nie obrazili się, że nie uczestniczyliśmy w ich konfrencjach… Jakby to powiedzieć? To, co możliwe, załatwiamy od razu. Co niemożliwe może zająć kilka minut. Do cudów się przygotowujemy.

Na festiwalu nagle jasno zrozumiałam na czym polega prawo entropii: najwięcej energii pochłania powrót do równowagi. Przekładając na nasze: tylko przy największym nakładzie wysiłku udaje się uniknąć kataklizmu.


Roberto to jeden z nas. Ma nieciekawą historię. Porzucony jako dziecko, rósł w przytułku prowadzonym przez siostry. Pomimo tego, że jest osobą inteligentą, nie zdołał wrócić do normalnego życia. Dziś jest bez pracy, pomieszkuje tu i ówdzie, w domach dla ludzi wykluczonych. Roberto mówi jak karabin maszynowy, bez przystanków, z wciąż narastającym natężeniem głosu. Nie można mu po prostu przerwać. Jedyne wyjście z sytuacji to wziąć nogi za pas i uciekać.

Roberto to również jeden z nas, to nasz „Roberto Bici”. Przydomek bierze się stąd, że Roberto kocha rowery. Na festiwalu pracuje jako stróż, dlatego mógł zaparkować swój kamper w parku willi. Przyjechał z Chiarą, którą zobaczyliśmy tu po raz pierwszy. Chiara jest niedowidząca, niezwykle sprytna i pogodna. W kilka godzin nauczyła się poruszać w terenie. Gdy w niedzielę przechodzę obok ich lokum, trafiam na bankiet: przy jednym stole siedzi nasza grupa Mira2030, grupa z Accumoli (to miasto najdotkliwiej dotknięte ubiegłorocznym trzęsieniem ziemi) i jeszcze kilku przyjaciół Roberta, jeden bardziej „malowniczy” od drugiego. To ludzie potrafiący się cieszyć talerzem makaronu z sosem pomidorowym. Oto nasze człowieczeństwo, w całej swej święcie naiwnej radości.

Po raz pierwszy w ciągu tych dni opuszcza mnie napięcie i ja też zaczynam się cieszyć makaronem, promieniem słońca, tym, że wszyscy razem tu siedzimy i że jest nam dobrze. No i tym, że ta edycja festiwalu poszła lepiej od poprzedniej. Więcej było między nami zażyłości, wyrozumiałości, porozumienia, więcej radości ze wspólnej pracy. Grupy różne i różnorodne dokonały wielkiego dzieła.

Nie wiedzieć czemu, jeszcze raz wraca mi w pamięci ta filmowa scena gdzie mamut, leniwiec i tygrys zębaty ratują życie ludzkiemu szczenięciu…